Uwaga!
Wiem, że jestem wstrętną, niedotrzymującą obietnic niesystematyczną osobą (na facebooku obiecałam coś wegańskiego), ale naprawdę znalazłam się w potrzasku. Potrzebuję pomocy w postaci imion i nazwy miasta.
Im bardziej od czapy tym lepsze!
Po co mi?
Otóż potrzebuję ich do następnego opowiadania!
Szczegóły pod spodem.
1. Imię żeńskie dla głównej bohaterki, dziewczyny pewnej siebie, inteligentnej, trzeźwo myślącej i ogólnie twardo stąpającej po ziemi, która wplątuje się w międzygatunkowy romans i międzyświatową aferę ;)
2. Imię żeńskie dla prawie głównego bohatera. Powinno wystarczyć, jak powiem, że jest zielony.
3. Imiona żeńskie dla zielonych bliźniaczek - całkowitych przeciwieństw. Jedna nienawidzi głównej bohaterki, druga stoi za nią murem.
4. Kilku imion roboczych, utrzymanych w tym samym stylu.
5. Nazwy miasta, w którym mogą mieszkać normalni ludzie i zielone istoty, w którym rządzi woda i w którym wszystko jest możliwe.
Wiem, że piszę bardzo ogólnikowo, ale macie szansę uczynić moje opowiadanie lepszym... (dla tych, co uważają moje prace za niegodne czytania). W ogóle je uczynić... (dla tych bardziej otwartych).
Proooooszę!
Przyjmę każdy pomysł, sugestię, podpowiedź, cokolwiek!
English version
Etykiety
Serie :)
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
czwartek, 9 kwietnia 2015
Moja Ciocia
"Moja Ciocia polonistka"
Moja Ciocia polonistka jest kochana nad wszystko!
Dobrze rymuje a ja bardzo jej w tym kibicuje!
wtorek, 7 kwietnia 2015
Gdzie są uczucia?
Dzisiaj, oczywiście na przekór temu, co obiecywałam, będzie kolejna podwójna opinia ;)

Co mogą mieć ze sobą wspólnego "Intruz" Stephenie Meyer i "Tajemnicze smoczego azylu" Brandona Mulla?
Odpowiedź jest zaskakująco prosta: uczucia. No i może emocje.
Ale o tym za chwileczkę, najpierw po kolei króciutko o każdej z książek...
Obie naprawdę polecam. Co prawda seria "Baśniobór" jest przewidziana raczej dla młodszych czytelników, ale ja i tak nie mogę się od niej oderwać. Mam wrażenie, że każda kolejna część jest lepsza. Czwarta część dosłownie zwaliła mnie z nóg genialną intrygą i zakończeniem, o które byłabym wściekła, gdybym pod ręką nie miała piątej części.
W dużym skrócie "Baśniobór" opowiada o rezerwacie magicznych istot, którego opiekunowie i ich wnuki muszą nieustannie bronić przed przeróżnymi zagrożeniami. Dodatkowo czekają ich przygody w innych rezerwatach - muszą bowiem znaleźć klucze do więzienia demonów, zanim uczyni to Stowarzyszenie Gwiazdy Wieczornej, które chce te demony uwolnić.
To w naprawdę dużym skrócie, polecam książkę zarówno młodym jak i starym ;) Naprawdę wciąga, momentami wbija w fotel lub wymusza łzy - raz śmiechu, raz smutku.
Co do "Intruza" to jest to książka dla starszych czytelników; książka, która zaskoczyła mnie naprawdę pozytywnie. Po lekturze "Zmierzchu" nie spodziewałam się niczego ambitnego, co najwyżej kolejnej książki "na odmóżdżenie". Mocno się zdziwiłam.
Wyobraźcie sobie świat, który opanowały dusze - stworzenia łagodne i pokojowe, które nareszcie ocaliły ludzi od głodu, wojen, które ochroniły środowisko, które nie kłamią, nie kradną... Są idealne. Jedyny mankament to ich tryb życia. Mówiąc krótko: pasożytniczy. Te maleńkie srebrne istotki wszczepiają się w ludzi i tłamszą ich umysły, używając ciał do własnych celów.
Historia opowiada o duszy wszczepionej do ciała, które stawia opór.
A co gorsza, do ciała, którego uczucia ostatecznie zaczynają rządzić duszą.
I tutaj zacznę gadać o tytule postu.
Obydwie książki ukazują bardzo ciekawe zjawisko - umieszczenie uczuć... w nas.
Starają się (choć nie to jest głównym tematem) odpowiedzieć na pytanie, czy uczucia/emocje należą do umysłu, czy do ciała. I tak widzimy, jak w "Intruzie" uczucia Melanie (ciała - żywiciela) przechodzą na Wagabundę (dusza - pasożyt).
Z drugiej strony ostatecznie Wagabunda pomimo miłości do ukochanego Melanie odnajduje szczęście i wchodzi w związek z innym chłopakiem, niejednokrotnie tłumacząc mu, że go kocha, natomiast że nie kocha go jej ciało.
W "Baśnioborze" sprawa wygląda zasadniczo podobnie - pomijając fakt, że nie do końca dotyczy ludzi.
Mam na myśli smoki.
Smok w ludzkiej postaci może nie chcieć skrzywdzić człowieka, natomiast po przemianie w zwierzę prawdopodobieństwo, że go zje, gwałtownie rośnie. Dlaczego?
Ostatecznie, chociaż zmienia się ciało, umysł pozostaje ten sam.
Można by oczywiście spróbować rozdzielić uczucia i emocje, jedne przyporządkować ciału a drugie umysłowi, ale co stanie się w kolejnej niesamowitej baśnioborskiej sytuacji?
Nie mam pojęcia, jak opisać to, co się stało, żeby nie zepsuć frajdy czytania.
Może niech Ci, którzy chcą przeczytać "Tajemnice Smoczego Azylu" pominą kilka poniższych linijek ;)
A mianowicie w książce (mówiąc baaaardzo ogólnikowo) pewien człowiek zakochał się w innym człowieku. Zmuszony do mówienia prawdy (przez czary nie do obejścia) wyznał, że naprawdę zależy mu na tym człowieku.
Po czym bam, bam!
Zmienił się w smoka i prawie zabił swoją rzekomo miłość! W pełni świadomie, przesiąknięty złem do szpiku kości, zamordował kilka osób i nic sobie nie robił z tego, że w ludzkiej postaci naprawdę mu na niektórych zależało.
Albo był świetnym aktorem, albo wmówił sobie uczucia, których nie czuł, albo naprawdę jego smocza natura pokonała ludzką.
Smutne.
No cóż, troszkę się rozgadałam.
Zachęcam wszystkich do obalania moich poglądów, ale, ale!
Najpierw przeczytajcie książki!
Komentujcie, oceniajcie, zapraszam też na stronę Sztambucha na facebook'u!

Co mogą mieć ze sobą wspólnego "Intruz" Stephenie Meyer i "Tajemnicze smoczego azylu" Brandona Mulla?
Odpowiedź jest zaskakująco prosta: uczucia. No i może emocje.
Ale o tym za chwileczkę, najpierw po kolei króciutko o każdej z książek...
Obie naprawdę polecam. Co prawda seria "Baśniobór" jest przewidziana raczej dla młodszych czytelników, ale ja i tak nie mogę się od niej oderwać. Mam wrażenie, że każda kolejna część jest lepsza. Czwarta część dosłownie zwaliła mnie z nóg genialną intrygą i zakończeniem, o które byłabym wściekła, gdybym pod ręką nie miała piątej części.
W dużym skrócie "Baśniobór" opowiada o rezerwacie magicznych istot, którego opiekunowie i ich wnuki muszą nieustannie bronić przed przeróżnymi zagrożeniami. Dodatkowo czekają ich przygody w innych rezerwatach - muszą bowiem znaleźć klucze do więzienia demonów, zanim uczyni to Stowarzyszenie Gwiazdy Wieczornej, które chce te demony uwolnić.
To w naprawdę dużym skrócie, polecam książkę zarówno młodym jak i starym ;) Naprawdę wciąga, momentami wbija w fotel lub wymusza łzy - raz śmiechu, raz smutku.
Co do "Intruza" to jest to książka dla starszych czytelników; książka, która zaskoczyła mnie naprawdę pozytywnie. Po lekturze "Zmierzchu" nie spodziewałam się niczego ambitnego, co najwyżej kolejnej książki "na odmóżdżenie". Mocno się zdziwiłam.
Wyobraźcie sobie świat, który opanowały dusze - stworzenia łagodne i pokojowe, które nareszcie ocaliły ludzi od głodu, wojen, które ochroniły środowisko, które nie kłamią, nie kradną... Są idealne. Jedyny mankament to ich tryb życia. Mówiąc krótko: pasożytniczy. Te maleńkie srebrne istotki wszczepiają się w ludzi i tłamszą ich umysły, używając ciał do własnych celów.
Historia opowiada o duszy wszczepionej do ciała, które stawia opór.
A co gorsza, do ciała, którego uczucia ostatecznie zaczynają rządzić duszą.
I tutaj zacznę gadać o tytule postu.
Obydwie książki ukazują bardzo ciekawe zjawisko - umieszczenie uczuć... w nas.
Starają się (choć nie to jest głównym tematem) odpowiedzieć na pytanie, czy uczucia/emocje należą do umysłu, czy do ciała. I tak widzimy, jak w "Intruzie" uczucia Melanie (ciała - żywiciela) przechodzą na Wagabundę (dusza - pasożyt).
Z drugiej strony ostatecznie Wagabunda pomimo miłości do ukochanego Melanie odnajduje szczęście i wchodzi w związek z innym chłopakiem, niejednokrotnie tłumacząc mu, że go kocha, natomiast że nie kocha go jej ciało.
W "Baśnioborze" sprawa wygląda zasadniczo podobnie - pomijając fakt, że nie do końca dotyczy ludzi.
Mam na myśli smoki.
Smok w ludzkiej postaci może nie chcieć skrzywdzić człowieka, natomiast po przemianie w zwierzę prawdopodobieństwo, że go zje, gwałtownie rośnie. Dlaczego?
Ostatecznie, chociaż zmienia się ciało, umysł pozostaje ten sam.
Można by oczywiście spróbować rozdzielić uczucia i emocje, jedne przyporządkować ciału a drugie umysłowi, ale co stanie się w kolejnej niesamowitej baśnioborskiej sytuacji?
Nie mam pojęcia, jak opisać to, co się stało, żeby nie zepsuć frajdy czytania.
Może niech Ci, którzy chcą przeczytać "Tajemnice Smoczego Azylu" pominą kilka poniższych linijek ;)
A mianowicie w książce (mówiąc baaaardzo ogólnikowo) pewien człowiek zakochał się w innym człowieku. Zmuszony do mówienia prawdy (przez czary nie do obejścia) wyznał, że naprawdę zależy mu na tym człowieku.
Po czym bam, bam!
Zmienił się w smoka i prawie zabił swoją rzekomo miłość! W pełni świadomie, przesiąknięty złem do szpiku kości, zamordował kilka osób i nic sobie nie robił z tego, że w ludzkiej postaci naprawdę mu na niektórych zależało.
Albo był świetnym aktorem, albo wmówił sobie uczucia, których nie czuł, albo naprawdę jego smocza natura pokonała ludzką.
Smutne.
No cóż, troszkę się rozgadałam.
Zachęcam wszystkich do obalania moich poglądów, ale, ale!
Najpierw przeczytajcie książki!
Komentujcie, oceniajcie, zapraszam też na stronę Sztambucha na facebook'u!
czwartek, 2 kwietnia 2015
Kasza ze szpinakiem i pieczarkami
Dzisiaj postanowiłam trochę poeksperymentować z kaszą jęczmienną. Głównie z lenistwa, bo nie chciało mi się obierać ziemniaków, troszkę też z powodu pieczarek, które wymagały zużycia ;)Ogólnie rzecz biorąc efekt był raczej zadowalający :)
Przepis na kaszę jęczmienną ze szpinakiem i pieczarkami
Składniki
- 2 torebki kaszy jęczmiennej lub gryczanej (u mnie - względy czysto techniczne - torebka pęczaku i kaszy perłowej)
- 2 szklanki wody
- Kostka warzywna
- Paczka mrożonego szpinaku
- Pieczarki
- Oliwa
- Czosnek
- Śmietana (opcja niewegańska) lub jogurt naturalny
- Ulubione przyprawy
- Ewentualnie trochę śmierdzącego sera
Przygotowanie
Kaszę wypłukać i ugotować w bulionie warzywnym (woda + kostka warzywna).
Pieczarki pokroić w plasterki i wrzucić na patelnię z oliwą. Kiedy zaczną puszczać wodę i pociemnieją, dodać szpinak.
Kiedy szpinak się rozmrozi wlać śmietanę, dodać ser, czosnek i przyprawy.
Wymieszać z kaszą i zajadać.
Smacznego!
poniedziałek, 30 marca 2015
Zaległości ciąg dalszy
Okej, tarta czekoladowa dodana, wrzuciłam też piątą część "Gwiezdnych Kwiatów" (nie wyświetli się na głównej stronie, trzeba kliknąć na górze w "Gwiezdne Kwiaty" i zjechać na sam dół).
Szykujcie się na kruche babeczki z karmelem i orzechami, audiobooki... a może też na jakąś niespodziankę :). A w wolnej chwili zajrzyjcie do "Taniej Książki" i pomóżcie zmienić magazyn na książki z powrotem w moja sypialnię ;)
Szykujcie się na kruche babeczki z karmelem i orzechami, audiobooki... a może też na jakąś niespodziankę :). A w wolnej chwili zajrzyjcie do "Taniej Książki" i pomóżcie zmienić magazyn na książki z powrotem w moja sypialnię ;)
Tarta czekoladowa
Komuż nie cieknie ślinka na sam dźwięk tej nazwy? :D
Trochę nieszczęśliwie się złożyło, że w Wielkim Poście postanowiłam nie jeść słodyczy, bo unikałam tematu wypieków jak mogłam, ale cóż - trzeba się przemóc ;)
Nawiasem mówiąc (pisząc?) tarta wcale nie jest słodka - jeżeli nie dodamy za dużo cukru. Rzecz jasna mam nadzieję, że z tego przepisu powstaną jakieś wariacje - w tym i słodsze - ale mi osobiście taki niesłodki słodycz raz na jakiś czas robi bardzo dobrze :)
Aha! Przepis wzięłam od mojej Cioci Marty, ale potem go zgubiłam, więc to to tutaj to tyle, ile pamiętam + trochę z internetu.
Sprawdzone, nie przestraszcie się!
Trochę nieszczęśliwie się złożyło, że w Wielkim Poście postanowiłam nie jeść słodyczy, bo unikałam tematu wypieków jak mogłam, ale cóż - trzeba się przemóc ;)
Nawiasem mówiąc (pisząc?) tarta wcale nie jest słodka - jeżeli nie dodamy za dużo cukru. Rzecz jasna mam nadzieję, że z tego przepisu powstaną jakieś wariacje - w tym i słodsze - ale mi osobiście taki niesłodki słodycz raz na jakiś czas robi bardzo dobrze :)
Aha! Przepis wzięłam od mojej Cioci Marty, ale potem go zgubiłam, więc to to tutaj to tyle, ile pamiętam + trochę z internetu.
Sprawdzone, nie przestraszcie się!
Przepis na tartę czekoladową
Składniki
Ciasto:
- 2 szklanki mąki
- 1/4 szklanki cukru
- jajko
- 4/5 kostki masła lub margaryny
- 2 łyżki cukru waniliowego
- 2 tabliczki gorzkiej czekolady
- 50g masła
- 6 łyżek cukru
- 6 łyżek kakao
- 3 jajka
Ze składników ciasta zagnieść... ciasto. :D
Podpiec (tak żeby nie było złote, tylko białe, ale już nie surowe)
Czekoladę połamać i rozpuścić w kąpieli wodnej (w misce na garnku z gotującą się wodą) razem z masłem i kakao.
Jajka ubić z cukrem na gęste białe ubite jajka z cukrem.
Masę czekoladową wlać do jajek i mieszać, nie przejmując się, że wcale się nie chce wymieszać.
Kiedy już się wymiesza, wylać na ciasto i znów wsadzić do piekarnika.
Piec, dopóki masa nie stężeje i nie zacznie pękać.
Potem wyjąć.
I zjeść.
Zaległości
Zmiana czasu równa się nadrabianie zaległości na blogu ;) Uwaga! Tego należy się spodziewać w najbliższych dniach...
1. Przepis na tartę czekoladową
2. Kontynuacja wszystkich opowiadań
3. Nowe audiobooki i making-offy :)
A także (uwaga) Taniej Książki - czyli listy książek, których pozbywam się na różne sposoby :) Gwarantuję systematyczne uaktualnienia...
I to tyle w zasadzie.
Wiem, że i tak nikt tego nie czyta.
:D
1. Przepis na tartę czekoladową
2. Kontynuacja wszystkich opowiadań
3. Nowe audiobooki i making-offy :)
A także (uwaga) Taniej Książki - czyli listy książek, których pozbywam się na różne sposoby :) Gwarantuję systematyczne uaktualnienia...
I to tyle w zasadzie.
Wiem, że i tak nikt tego nie czyta.
:D
Subskrybuj:
Posty (Atom)










